smak goryczy

Właściwie moje życie dzieli się na trzy okresy. Najpierw okres spokoju. Jestem wówczas radosna, cieszą mnie drobiazgi, chwytam najdrobniejsze chwile w dłoń, czuję że mogę wszystko. I staje się coś co wytrąca mnie z tej równowagi - przychodzi okres otępienia. Zaczynam czuć się jakaś taka wypalona, zmęczona. Nic mnie nie rusza - ani kłótnie rodziców, ani smutne spojrzenia osób znajomych i nieznajomych; idę ulicą jakby świat wokół mnie nie istniał, nie zwracam uwagi na to, że właśnie tracę szanse na kolejną ciekawą znajomość. Po czym przychodzą wyrzuty sumienia, wstręt do siebie samej. Zła jestem za to co straciłam. Po tym dwustopniowym katharsis znów pojawia się okres spokoju i tak w kółko. Trwają dłużej czasem krócej, ale zawsze w tej samej kolejności. Ktoś powiedział mi że to depresja. Czy miał rację?

Czasem myślę, że jak wyjadę na studia to automatycznie otrzymam kolejną szansę. Tylko czy zdołam ją wykorzystać nim mój czas dobiegnie końca? Boję się że nie! Myślę że znów będzie tak, że nim odważę sie to zrobić znów będę musiała wyjechać i zostawić tamtych ludzi i tamto miejsce.

Chciałabym móc przeprosić. Dużo by mi to dało. W końcu pozbyłabym sie resztek nadziei i zamknęłabym ten rozdział. I mogłabym zacząć coś zupełnie nowego, bogatsza o te doświadczenia. A tak wciąż to rozpamiętuje i jestem zła na siebie. I na nie obie też… J. widzi, że ze mną coś nie tak i powtarza, że “chłopa mi trza”. Pewnie ma rację, tyle że ja wiem, że w tym stanie mogłabym potraktować go jak lekarstwo, a nie chcę. Bo na to żaden facet nie zasłużył - tej zasady trzymam się zawsze.

Smak goryczy. To nie jest sprawiedliwe - bawiła się Tobą zwyczajnie a później chciała po prostu wyrzucić, wymazać z życia -jakbyś nigdy nie istniał - jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. Ale J. jej nie pozwoliła. I wściekła jestem za to, bo wtedy zobaczyłbyś jaka ona jest naprawdę. Ale to widzę chyba tylko ja i nic nie mogę zrobić. Kurwa! Pisała w opisach że kocha itp. a razem z J. nabijały się z Ciebie bez przerwy - wiem, bo widziałam to. Czasem mam niesamowitą ochotę nakopać jej za to wszystko. Nie raz chciałam wykorzystać sytuację, ale nie potrafiłam. Nie chciałam tego niszczyć nie tylko dla Ciebie ale nawet i dla niej. Choć wiele osób powiedziałoby ze jej się należy. Ale Ty nie jesteś jakąś kartą przetargową, przedmiotem bez uczuć, o który można sie bezpardonowo szarpać. Poza tym… może ona zaczęła Cię traktować poważnie, może pokochała naprawdę. Choć po tym co nie dawno usłyszałam nie jestem taka pewna. Wymyśliła sobie, że jak Ty będziesz z nią, S. z T. a J. z R. to będzie “taaaaak faajnie i wszystko zostanie w rodzinie”. Rany! No ale J. też się na to napaliła [na R. tez się zresztą napaliła]. Zresztą… może Ci się należy :/

Ale może z nią jesteś szczęśliwy. Teraz się zastanawiam czy ze mną faktycznie też byś był. Nie wiem czy byłabym w stanie dać Ci to czego pragniesz, bo tak na prawdę to chyba zależało mi na tym wyobrażeniu o Tobie niż na Tobie samym, [w końcu co ja o Tobie wiem?]. Krzywdzące to cholernie - mi samej zaczyna być przykro, że zdarza mi się tak płytko myśleć o innych. Dobra, wiem! Nie mam tu już nic do gadania - w ogóle muszę przestać o tym pisać i myśleć nawet. No ale wciąż jesteś dla mnie w jakiś sposób ważnym i naprawdę mogłeś wybrać dziewczynę, która od początku traktowałaby Cie serio i miałaby do Ciebie szacunek. Może ciężko w to uwierzyć, ale mi na prawdę jest przykro gdy widzę jaka ona jest za Twoimi plecami [pomijając to uczucie niesprawiedliwości]. Nie wiem dlaczego, nie rozumiem tego. Nie wiem dlaczego tak się tym przejmuje., ale chyba byłabym spokojniejsza gdybyś był z kimś komu na prawdę by na Tobie zależało.

Nie. Nie łudzę się że może ja byłabym tym kimś.

~ autor xyz w dniu maj 10, 2008.

Napisz odpowiedź