koniec?
Zmieniłam wygląd bloga - tamto mi sie nie podobało bo wydawało mi sie takie “pseudo-emowe”. Miałam zrobic to już wcześniej, tyle że jakoś nie mogłam sie za to zabrać
Od dłuzszego jednak czasu mam ochotę skasowac ten dziennik. Z jednej strony chcę odciąć się od tego co było, zacząć wszystko na nowo i czuje ze potrzebny jest mi taki symbol [tu najlepiej byłoby zniszczyć te zapiski]. Z drugiej jednak strony mogę tego kiedyś żałować. Gdy za pare lat będę chciała spojrzeć wstecz To byłoby dobrym punktem odniesienia dla mnie. I sama nie wiem… Nie chce kasowac wybiórczo postów bo to byłoby jak oszustwo. I kogo chcę oszukać? Samą siebie chyba!
Symbole… Heh, kiedys były dla mnie czymś zbędnym. Uważałam, że moga co najwyżej skomplikowac życie; kojarzyły mi się z koszmarnym analizowaniem bzdur na polskim. A teraz…? A teraz okazuje się, że nie moga się bez nich obejść, że nie potrafie żyć bez nich. No dobra - potrafię, ale one w pewien sposób ubarwiają moje życie.
Jedna z moich koleżanek miała taki opis: “żyć mozesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć”. Cholera, prawda. Czasem gdy czuję że już nie daję rady, myslę o tych kilku osobach za które mogłabym oddać życie, gdyby coś im groziło, o swoich pasjach, którym mogłabym poswięcić całe życie [i dla niektórych rzucić prawie wszystko, gdybym miała więcej odwagi] i o tych kilku miejscach na Ziemi, które maja dla mnie ogromne znaczenie, choć nie są szczególnie piękne.
Okazuje się jednak, że co chwila trace coś, co nadawało sens mojemu życiu i dawało mi siły do zmierzenia sie z kolejnym dniem. Czuje się wtedy tak, jakby ktoś wyrwał kawałek mnie a ja nie mogę bez niego normalnie funkcjonować. I musze sie uczyć życia na nowo - jak ofiara jakiegos poważnego wypadku samochodowego. Co łatwe i przyjemne nie jest, ale da się.
Wkurzona jestem na siebie, bo za łatwo sie poddaję. Nie lubię iść na łatwiznę, na skróty, ale znowuś czesto czuję, że sobie nie poradzę z czymś, widzę same przeszkody zamiast szukać furtki. Jeśli mi na czymś zależy a widzę że to moze się nie udać - rezygnuję, żeby sie za bardzo nie napalić i później nie załować że sie nie udało. Jesli na kimś mi zależy, ale widzę, ze ten ktoś ma inne plany usuwam się, żeby go nie ranić i bardziej nie zniechęcic do siebie. Dlaczego ja tak robię? Moze gdybym zaryzykowała przynajmniej miałabym spokojne sumienie jeśli by nawet nie wyszło.
Jak ktoś napisał: “życie samo w sobie jest ryzykiem i czasem wymaga od nas skoku w przepaść”…

Napisz odpowiedź